| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate


IV Niedziela Wielkiego Postu

Ks. Ludwik Mroczek

Urodził się w Kętach 11 sierpnia 1905 roku w rodzinie, która zaszczepiła w nim głęboką wiarę i wielką pracowitość.

W dziesiątym roku życia umarł mu ojciec. Ciężar utrzymania i wychowania jedenaściorga dzieci spadł na barki matki. W tej sytuacji zdecydowała się oddać swojego najmłodszego, 12 letniego syna, pod opiekę salezjanów do Oświęcimia.

Cztery lata później został przyjęty do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego, a po jego ukończeniu złożył pierwszą profesję zakonną. Studia filozoficzne odbył w Krakowie, po czym udał się na praktykę pedagogiczną do Kielc, a w następnym roku do Oświęcimia.

W latach 1928-1933 studiował teologię w Wyższym Seminarium Duchownym diecezji przemyskiej. W Przemyślu też otrzymał święcenia kapłańskie 29 czerwca 1933 roku z rąk ks. Biskupa Franciszka Bardy.

Po prymicjach oddał się z całym zapałem pracy wśród młodzieży w dziełach salezjańskich: najpierw w Przemyślu – w sierocińcu, następnie we Lwowie i ponownie w Przemyślu.

Podczas wojny pracował rok w Częstochowie, a później w Krakowie w seminarium na Łosiówce. Był kierownikiem Oratorium, katechetą oraz seminaryjnym bibliotekarzem. Jego życie było prostą codzienną posługą: Msza św, katecheza i spotkanie z młodymi. W tej prostocie kryła się jego siła. Młodzież kochała swojego opiekuna, który był dla niej oddany całym sercem. Potrafił prowadzić młodych do kratek konfesjonału jak i do Stołu Pańskiego.

22 maja 1941 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, został aresztowany. Ironia losu, która podkreśla dramatyzm tej chwili - w czasie, gdy ks. Ludwik odprawiał Mszę św. w kaplicy seminaryjnej na Łosiówce, gestapo zajechało pod budynek seminarium, aby go aresztować. Kiedy gestapowcy weszli do kaplicy i zobaczyli go przy ołtarzu, wycofali się do zakrystii i tam na niego oczekiwali. Gestapo oskarżyło go o przynależność do organizacji wojskowej – zarzut oczywiście był fałszywy i absurdalny – użyty jako pretekst.

Najpierw trafił do więzienia Montelupich w Krakowie, a następnie wraz z innymi salezjanami został przewieziony do Auschwitz. Tam warunki były nieludzkie: bicie, głód, praca ponad siły, a przede wszystkim brak opatrunków.

Ks. Ludwik chorował i cierpiał na flegmonę – w zaawansowanym stadium tej choroby pojawiają się pęcherze z ropną treścią, martwica tkanek oraz owrzodzenia całego ciała. W obozie opatrunki wydawano bardzo rzadko, a warunki higieniczne były fatalne. Tam, w nieludzkich warunkach, przeszedł kilka operacji. Ostatnia operacja, 5 stycznia 1942 r. okazała się śmiertelna.

Były więzień obozu Auschwitz, Józef Stemler, tak zapamiętał spotkanie z ks. Ludwikiem w szpitalu obozowym: „Moją uwagę zwrócił na siebie tym, że gdy inni narzekali i klęli, on się modlił. Gdy zdjął koszulę, zobaczyłem na jego ciele rozłożysty ropień. Po zgaszeniu światła podszedłem do ks. Ludwika. Wymieniłem nazwiska księży salezjanów, moich bliskich przyjaciół z Aleksandrowa Kujawskiego i Warszawy, i to nas zbliżyło do siebie. Na zapytanie, czy można do niego przysłać w nocy więźniów, pragnących wyspowiadać się, wyraził gotowość i radość z możliwości tej posługi. Całe jego ciało było pokryte ranami. Byłem przy ostatnim opatrunku ks. Ludwika. Leżał na stole operacyjnym. Piękna i pogodna twarz, nie zdradzała cierpienia.

– Jacy wy dobrzy jesteście panowie, jacy wy dobrzy – mówił z wyrazem największej wdzięczności. Zwróciłem się do dr Turschmida.

– Doktorze, czy ks. Ludwik bardzo cierpi? On nigdy się nie poskarży.

– To tytan cierpienia – odpowiedział. Patrzę z podziwem. Nie miałem podobnego przypadku w mojej długoletniej praktyce lekarskiej. To są nieludzkie bóle.

– Piękny typ kapłana – rzekłem.

– Gdybyśmy nie mieli takich kapłanów, to bylibyśmy stokroć gorsi i podlejsi, niż jesteśmy — powiedział w zamyśleniu stary lekarz.

Świadkowie podkreślali, że został zabity z nienawiści do wiary.

W tym kontekście jego postawa staje się dla nas lekcją. Wierność posłudze nie zawsze odznacza zjawiskowe czyny. Czasem jest to trwanie przy ołtarzu, trwanie przy obowiązku, trwanie przy chorym. To jest ożywiona wiara. Nie teoria, ale praktyka miłości, która nie rezygnuje, gdy przychodzi cierpienie.

Pomyślmy o tym, jak często w codzienności mamy okazję być przy kimś kto cierpi. Ks. Ludwik pokazuje, że obecność przy cierpiącym może być najdoskonalszą modlitwą. Jego życie uczy nas, że cierpliwe znoszenie trudów, to zachowanie naszej godności. Wierność w posłudze, wierność w cierpieniu, to dziś wezwanie dla każdego z nas. Może to być obecność przy chorym, pomoc wolontariacka, poświęcenie czasu dla kogoś - kto potrzebuje rozmowy. To małe akty, które ożywiają wiarę i budują wspólnotę.

5 niezwykłych faktów z życia ks. Ludwika Mroczka
1. Został aresztowany tuż po odprawieniu Mszy św. – w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.
2. Był gorliwym kierownikiem oratorium i katechetą – pracując z młodzieżą.
3. W obozie wyróżniał się duchem modlitwy i pogodą ducha
4. Przeszedł kilka operacji w skrajnie nieludzkich warunkach.
5. Zmarł wierny kapłaństwu do końca.

To nie jest tylko opowieść o cierpieniu. To opowieść o świętości, która nie krzyczy, ale świeci.

Boże, Ojcze miłosierny, dziękujemy Ci za świadectwo wiary i wierności

Twoich sług: ks. Ludwika i Towarzyszy, salezjanów, wychowawców i męczenników, którzy w godzinie próby oddali życie za Chrystusa i braci. Za ich wstawiennictwem umacniaj nas w wierze, dodawaj odwagi w codziennych wyborach dobra i ucz nas miłości, która zwycięża lęk i śmierć. Spraw, aby ich przykład prowadził nas codzienną drogą Ewangelii ku pełni życia w Tobie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.