| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate

Wyruszyła piesza pielgrzymka z Węgier (Hidasnemeti) do Łagiewnik

Wspólny cel: pokłonić się Jezusowi Miłosiernemu

Z węgierskiej miejscowości Hidasnemeti wyruszyła, 10 lipca, XIV Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka. Do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach dotrą 18 lipca. O pielgrzymowaniu w tej różnorodnej narodowo i kulturowo grupie mówi Ewa Witak, organizatorka polskiej grupy pielgrzymkowej w Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymce z Węgier do Krakowa-Łagiewnik.

Można powiedzieć – w końcu XIV Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka z węgierskiej Hidasnemeti przez Słowację do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach staje się faktem. 10 lipca, wyruszyliście w drogę a do Łagiewnik dotrzecie 18 lipca. Od kiedy Pani jest związana z tą pielgrzymką?

– Z pielgrzymka jestem związana od 2014 roku, wówczas uczestniczyłam w niej po raz pierwszy. I tak już zostało. Każdego roku idę, organizuję również grupę polską (informacje, zapisy, przejazd na Węgry). Jest ona wpisana w moje coroczne plany urlopowe i myślę, że tak zostanie póki Pan Bóg da mi siły.

Dlaczego ponownie wyruszyła Pani na ten pątniczy szlak?

– Na pielgrzymkę czekam od chwili, gdy rozstajemy się w Łagiewnikach. Wówczas już budzi się tęsknota, by wyruszyć kolejny raz, wędrować razem, z modlitwą na ustach, zostawić za sobą często bardzo trudną codzienność, spędzić ten czas z ludźmi, którzy emanują bożym pięknem i miłością. Często wyobrażam sobie, że tak właśnie musieli żyć pierwsi chrześcijanie, nie skażeni współczesną cywilizacją. To przyciąga i sprawia, że chce się iść kolejny raz i kolejny.

Czym ta pielgrzymka zachwyca, zaskakuje?

– Ta pielgrzymka zachwyca mnie pod każdym względem. Jest czas na wyciszenie, skupienie i modlitwę, konferencje, które rozwijają duchowość. A tego bardzo potrzebuję. Jest czas na radość, śpiew i wieczorne tańce. Niezmiernie zachwycają mnie ludzie podejmujący nas po drodze. Dzielą się z nami tym, co mają najlepszego: karmią nas (same rarytasy), otwierają swoje domy, byśmy mogli przenocować, nabrać sił do dalszej drogi. Zawsze zastanawiam się, czy ja potrafiłabym okazać tyle serca nieznanym pielgrzymom. I to jest dla mnie najpiękniejsze świadectwo.

Co jest najtrudniejsze i skąd czerpać siłę?

– Myślę, że najtrudniej jest wyjść z domu i udać się na pielgrzymkę. Zawsze wtedy pojawiają się największe przeszkody np. choroba moja lub kogoś z domowników. Aby pójść na pielgrzymkę muszę zapewnić opiekę choremu mężowi i 88-letniej mamie. Planuję to już dużo wcześniej. Podczas drogi czasami brakuje sił, bolą nogi, dopada zniechęcenie. Ale ponad tym wszystkim jest Pan Bóg i w takich momentach oddaję Mu siebie i wszystkie przeszkody.

Idą pątnicy m.in. z Węgier, Słowacji, Polski. Różne kraje, narody, zwyczaje. Mimo różnic, cel macie wspólny. To jakby obraz Kościoła powszechnego. Pielgrzymowanie w międzynarodowej grupie pozwala spojrzeć szerzej?

– Nasza pielgrzymka to jakby obraz Kościoła powszechnego – tak, świetne porównanie. Każda nacja ma inną kulturę, inne postrzeganie świata. Idziemy razem chociaż różni, ale prowadzi nas ten sam Bóg, tak samo potrzebujemy Jego wsparcia i miłosierdzia. To pokazuje mi, że niezależnie od miejsca zamieszkania, koloru skóry, czy języka, Bóg kocha każdego miłością nieskończoną, za każdego Jezus oddał swoje życie. I tak jest z każdym człowiekiem na całym świecie. Tak, pielgrzymka otwiera serca i poszerza nasze spojrzenia na świat i innego człowieka.

Idziecie do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Jak o tej nieskończonej miłości miłosiernej dziś mówić, aby ludzie rozumieli? Jak dotrzeć z prawdą o Bożym Miłosierdziu do współczesnego świata?

– Bardzo trudno jest w dzisiejszym świecie mówić o Bogu i Jego miłosierdziu. Zewsząd otacza nas zgiełk, hałas, człowiek ucieka sam od siebie i zagłusza swoje sumienie, nie chce usłyszeć Boga. To oczywiście bardzo ogólnikowe spojrzenie, ale niestety prawdziwe. Myślę, że w tym rozkrzyczanym świecie najlepiej przemawiają uczynki. Okazywanie miłości i miłosierdzia naszą postawą jest niezmiernie ważne. Dla przykładu: u mnie w pracy są osoby niby wierzące, ale bardziej praktykujące rozrywkę, własną wygodę, piękny wygląd, cudowne wakacje zagraniczne, chwalenie się nimi. Bardzo często praktykują zabobony i np. Halloween. Każda próba tłumaczenia i rozmowy na ten temat jest kwitowana: „Przecież to tylko zabawa”. A jednak, gdy idę na urlop i wiedzą, że będę uczestniczyła w pielgrzymce – proszę o modlitwę. Oczywiście, niosę wszystkich w modlitwie. Sam fakt pozostawienia wszystkiego i wędrowanie w trudzie i znoju jest świadectwem dla tych, których spotykamy w drodze. Uważam, że jesteśmy powołani, by naszym postępowaniem dawać świadectwo o Bogu i Jego miłosierdziu.

Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka z Węgier przez Słowację do Krakowa to trasa blisko 280 km. Niektóre osoby mogą obawiać się takiej drogi, czy trzeba przejść całą trasę? Co z osobami, które chciałyby dołączyć w trakcie?

- Trasa pielgrzymki jest długa i bardzo wymagająca. Oczywiście, są osoby, które obawiają się czy podołają. Zawsze mają alternatywę: jeśli nie domagam, mam możliwość podjechania busem pielgrzymkowym jednego czy dwóch etapów. Czasami niektóre osoby jadą cały dzień – jest to uzależnione od rodzaju niedyspozycji danej osoby. Na każdym etapie można dołączyć do pielgrzymki. Osoby, które z różnych powodów nie mogą uczestniczyć w niej od początku, dołączają w trasie.

O czym wszyscy pielgrzymi muszą pamiętać?

– Najważniejszą rzeczą, o której pielgrzym powinien pamiętać jest regulamin pielgrzyma. Są w nim zawarte wszystkie reguły i zasady obowiązujące każdego pątnika. Należy mieć w pamięci cel i intencje, z którymi się pielgrzymuje. I bardzo ważna rzecz: okazywanie wdzięczności za wszystko, co otrzymujemy po drodze od podejmujących nas ludzi. Nam się nic nie należy, a za to co otrzymujemy, dziękujemy.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Łagiewnikach.