| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate


Niedziela Palmowa – Gorzkie żale 2026

Bł. Ks. Józef Kowalski

Urodził się 13 marca 1911 roku w Siedliskach pod Rzeszowem. Po ukończeniu szkoły podstawowej zgodnie z wolą rodziców rozpoczął naukę w szkole salezjańskiej w Oświęcimiu. Wśród kolegów wyróżniał się bystrością umysłu, pobożnością i pilnością.

Po pięciu latach nauki w szkole wstąpił do nowicjatu salezjańskiego w Czerwińsku nad Wisłą, a po jego ukończeniu złożył pierwsze śluby zakonne.

Filozofię i teologię studiował w salezjańskim seminarium w Krakowie.

Już wtedy jego mottem życiowym były słowa zapiane w pamiętniku. Własną krwią nakreślił tam mały krzyżyk, a pod nim napisał.: Cierpieć i być wzgardzonym. O wytrwałym i ciągłym dążeniu do świętości świadczą, również inne słowa, zapisane w tym samym pamiętniku, w roku 1930: O mój Drogi Jezu, daj mi wolę wytrwałą, stanowczą, silną, bym zdołał wytrwać przy swoich świętych postanowieniach i zdołał dopiąć szczytnego ideału świętości, jaki sobie zakreśliłem. Ja mam i muszę być świętym.

Święcenia kapłańskie przyjął 29 maja 1938 r. Po święceniach powierzono mu obowiązki sekretarza inspektorialnego. W tym czasie bardzo chętnie angażował się w pracę duszpasterską, szczególnie wśród młodzieży w parafii św. Stanisława Kostki w Krakowie. Podczas okupacji władze niemieckie, zaniepokojone gorliwą działalnością duszpasterską salezjanów na Dębnikach, szczególnie wśród młodzieży męskiej, postanowiły ją zlikwidować.

23 maja 1941 roku nastąpił punkt kulminacyjny niemieckiego prześladowania salezjanów w Krakowie. Gestapowcy wdarli się do domu salezjańskiego i aresztowali ks. Józef Kowalskiego wraz z innymi współbraćmi. Głównym zarzutem było to, że salezjanie nie zajmują się kościołem, a działalnością polityczną i bałamucą młodych ludzi. Odczytany wówczas wyroku brzmiał: „Za kłamstwo, przestępstwo przeciw porządkowi publicznemu, za konspirację i uchylanie się od rozporządzeń władz niemieckich salezjanie zostają skazani na obóz koncentracyjny w Oświęcimiu.” Po miesięcznych torturach w krakowskim więzieniu Montelupich 26 czerwca przywieziono wszystkich do obozu zagłady w Oświęcimiu.

Jak zeznają świadkowie ks. Józef bezgranicznie i do końca ufał Opatrzności i był całkowicie poddany woli Bożej. Siły duchowe czerpał z modlitwy, a szczególnie z nabożeństwa eucharystycznego oraz do Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, które wyniósł z domu rodzinnego i szkoły salezjańskiej. Sam także organizował nabożeństwa i modlitwy dla więźniów oraz odprawiał Msze św. po kryjomu. Wspomnieć też należy, że ks. Józef w obozie spotkał się kilka razy z ojcem Maksymilianem Kolbe. To z jego inspiracji, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, 8 grudnia 1941 r. zorganizował Akt Oddania Więźniów Oświęcimskich Maryi Niepokalanej. Zawsze nosił przy sobie różaniec. Sam gorliwie modlił się na nim i często zachęcał innych do tej modlitwy. Także w obronie różańca oddał swoje życie.

Jak do tego doszło?

Otóż 31 maja 1942 r. po rocznych cierpieniach obozowych przygotowywał się wraz z innymi kapłanami i braćmi zakonnymi do wyjazdu do obozu jenieckiego w Dachau, gdzie były większe szanse przeżycia. Przed wyjazdem w łaźni obozowej jeden z największych zbrodniarzy Gerhard Palitzsch spostrzegł, że ks. Józef trzyma coś w zaciśniętej dłoni. Co tam trzymasz – krzykną. Ks. Józef milczał. Wówczas oprawca uderzył go kolbą karabinu w dłoń, z której wypadł na ziemię różaniec. Podepcz to! Ks. Józef jednak tego nie uczynił. Palitzsch wówczas za niewykonanie rozkazu wyłączył go z grupy wyjeżdżających do Dachau i wcielił do karnej kompani.

3 lipca był ostatnim dniem ks. Józefa. Tego dnia, jak mówią świadkowie, kapo ogarnął istny szał okrucieństwa: maltretowali więźniów, wrzucali do błota i topili. Tak też było z ks. Józefem. Po wrzuceniu go i wyłowieniu z błotnistego rowu, kazali mu wejść na stojącą tam beczkę i udzielić wszystkim błogosławieństwa na drogę do nieba oraz wygłosić kazanie o Bożym Miłosierdziu. Ks. Józef wykonał polecenie: jednak tylko pobłogosławił więźniów i zaczął się modlić modlitwą Ojcze nasz. Słowa modlitwy zrobiły głębokie wrażenie na współwięźniach oraz, jak zeznaje świadek, również na gestapowcach. Po tej modlitwie kapo brutalnie zepchnął go z beczki i pobił okrutnie, a następnie odesłał do pracy przy kopaniu rowu. Po ciężkim dniu pracy ks. Józef wykończony fizycznie, powrócił do swojego baraku. Po apelu modlił się jak zwykle, klęcząc przy pryczy, a po modlitwie położył się i niemal w tej samej chwili do baraku wpadł kapo Józef Mitas – „Proszę powstać i iść za mną” – usłyszał ks. Józef. Wówczas wręczając swoją ostatnią kromkę chleba koledze z pryczy, powiedział: „Módlcie się za mnie i za moich prześladowców.” Niestety, od tej chwili nikt go już żywego, nie widział.

Posłuchajmy kilku świadectw współwięźniów:

Stefan Boratyński mówi tak: „wiedząc, o tym, że ks. Józef Kowalski jest w karnej kompani, chciałem nawiązać z nim kontakt i pomóc mu w miarę moich możliwości. O naszej znajomości wiedział pomocnik blokowego karnej kompani Józef Mitas, zbrodniarz największego gatunku. Gdy mnie zobaczył, powiedział: ‘Gnojku, twój przyjaciel jest załatwiony!’, wskazując przy tym ręką na leżące zwłoki obok bloku. Twarz była zasłonięta marynarką. Uchyliłem patyczkiem marynarkę i stwierdziłem, że są to zwłoki i numer ks. Józefa Kowalskiego. Wówczas Józef Mitas powiedział z wesołością i dumą: ‘Załatwiliśmy go razem z Palitzschem”. Ks. Józef Garecki SDB: „Ks. Józef Kowalski wnosił wszędzie ducha pogody i zadowolenia. Tak było na wolności, i tak też było w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Każdemu niósł uśmiech i dobre słowo. Załamanych kolegów na duchu pocieszał i zachęcał do wytrwania. Nie skarżył się ani na głód, ani na nieludzkie warunki czy złe traktowanie.”

Ks. Konrad Szweda: „Ks. Kowalski w obozie zachował godność człowieka i kapłana i potrafił być sobą, choć był za to bity. Pomagał drugim, choć przyjmował za to chłostę. Jako gorliwy kapłan mimo surowego zakazu rozgrzeszał konających, dodawał otuchy zrezygnowanym, pocieszał załamanych i oczekujących wyroku śmierci”.

Stanisław Głowa: Ks. Józef w obozie zawsze niósł optymizm i radość, nigdy nie przeszedł obojętnie wobec cierpiącego. Braterski i uczynny. Ja nie mam słów na określenie postawy i działalności kolegi ks. Józka. Dla mnie to jakaś nieziemska postać, to człowiek, do którego jako wierzący, modlę się i mam mocną wiarę, że Józek mnie wysłucha, względnie wstawi się za mną u Pana Boga”.

13 czerwca 1999 r w Warszawie papież Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Kowalskiego błogosławionym, w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

A dziś zapraszam na beatyfikację kolejnych, 9 kapłanów salezjanów i męczenników: Ks. Jana Świerca i towarzyszy do Sanktuarium św. Jana Pawła II na Łagiewnikach, w dniu 6 czerwca br. na godz. 10.00. Szczegóły uroczystości beatyfikacyjnej są dostępne na stronie internetowej: www. salezjanie.pl.

Data wspomnienia liturgicznego 9 męczenników salezjanów: Ks. Jana Świerca i towarzyszy została ustalona na 23 maja, jest to dzień aresztowania większości z nich. W przyszłości do tego wspomnienia będzie dołączony bł. Józef Kowalski (również był aresztowany 23 maja 1941 r.) i będzie to wspomnienia: bł. Józefowa Kowalskiego, bł. Jana Świerca i towarzyszy. Postulator Generalny ds. Kanonizacyjnych Rodziny Salezjańskiej ks. Pierluigi Cameroni, przed tą beatyfikacją kieruje do nas takie słowa: – Chciałem Was poprosić o trzy rzeczy: żebyście poznali świadectwo tych wychowawców salezjanów; po drugie, módlcie się, prosząc o ich pomoc i wstawiennictwo; i w końcu, dajcie się inspirować, byście byli silni i odważni, byście dawali świadectwo waszej wiary i waszego życia.

Natomiast Referent ds. kanonizacyjnych archidiecezji krakowskiej ks. dr Andrzej Scąber daje nam takie przesłanie: „ogłoszenie błogosławionymi męczenników salezjańskich w czasie, gdy Kościół i księży otacza wiele nieprzychylnych, negatywnych informacji, ma szczególny wymiar – uwiarygadnia kapłaństwo. Ci ludzie byli wierni Chrystusowi do końca. Są prawdziwymi świadkami wiary. To ludzie, którzy oddali życie za Chrystusa i to uwiarygadnia posłannictwo kapłanów katolickich. To jest przesłanie przede wszystkim dla świata, że księża są wierni Chrystusowi i służą Kościołowi aż do śmierci”.

Niedzielą Palmową rozpoczęliśmy w kościele piękny czas Wielkiego Tygodnia. Za kilka dni w Wielki Czwartek będziemy dziękowali Panu Bogu za dar sakramentu Eucharystii oraz za dar sakramentu kapłaństwa.

Będziemy dziękować Bogu za świętych kapłanów, tych których sprawowana codzienna Eucharystia uświęciła wielu, również męczenników – salezjanów. W tych dniach, szczególnie módlmy się, o odwagę w wyznawaniu wiary dla wszystkich kapłanów. Proszę dzisiaj was drodzy: módlcie się za nas każdego dnia, abyśmy w każdej sytuacji naszego życia mieli tyle odwagi i mocy z wysoka, aby świadczyć o Chrystusie, aż do przelania własnej krwi – tak jak czynili to święci męczennicy, salezjanie.

Módlmy się także o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne, aby nigdy nie zabrakło tych, którym Chrystus powierzy sprawowanie największego cudu świata: CUDU EUCHARYSTII.

Zanim zakończę, pragnę w imieniu salezjanów, serdecznie podziękować za możliwość podzielenia się historią życia, męczeństwa i świętości naszych współbraci salezjanów, w te kolejne 6 niedziel Wielkiego Postu. Za zaproszenie i wielką życzliwość dziękuję księdzu Zbigniewowi - rektorowi sanktuarium oraz pani Małgorzacie - rzecznik prasowemu sanktuarium. Podziękowania składam na ręce Ks. Bpa Jana Zająca Kustosza Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

A na koniec chcę zadedykować, moim współbraciom w kapłaństwie, strofę poetycką. Jest to strofa nieznanego autora z III w., zatytułowana Wielki Czwartek:

„Niech Pan potwierdzi raz jeszcze tamto spojrzenie, gdy zechciał wybrać bladą duszę przed laty. Nie była ona wielka, święta i bez plamy. Wręcz przeciwnie: i krucha i drżąca - dlatego spodobała się Panu. Niech On, Rybak kapłańskich dusz, złowi Cię raz jeszcze w swe sieci przebaczenia i trzyma mocno przy Pasterskiej lasce. Niech On Pasterz pasterzy i owczarni, namaści w ten dzień twoje dłonie niezmywalnym piętnem wybrania. Nie bój się też, gdy wpadniesz w złowrogie sidła i nie proś, by je zabrał spod twoich stóp, lecz błagaj, by dodał ci sił, by przez nie przejść. A idąc, abyś wyrywał z nich także pokieraszowane ludzkie dusze dla Niego. Nie zapominaj, do tego powołał Cię Pan. Amen”.