III Niedziela Wielkiego Postu
Ks. Franciszek Miśka
Należał do Inspektorii Warszawskiej pw. św. Stanisława Kostki, a poniósł śmierć w niemieckim obozie koncentracyjnym w Dachau (Niemcy).
Urodził się w Świerczyńcu koło Bierunia Starego na Górnym Śląsku 5 grudnia 1898 r. w rodzinie, która zaszczepiła w nim głęboką wiarę i ogromną pracowitość.
Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie, która liczyła aż jedenaścioro dzieci. Życie rodziny Miśków oparte było na dwóch filarach: ciężkiej pracy na 15-hektarowym gospodarstwie oraz głębokiej wierze, która była ich największym bogactwem. Dom rodzinny był dla Franciszka pierwszą szkołą charakteru. To właśnie tam Franciszek nauczył się dobroci wobec innych i cierpliwości w relacjach.
Jego droga salezjańska rozpoczęła się w gimnazjum salezjańskim w Oświęcimiu, skąd trafił do nowicjatu w Pleszewie. Po studiach filozoficznych w Krakowie i stażu pedagogicznym, wyjechał do kolebki salezjanów – do Turynu, aby tam studiować teologię. 10 lipca 1927 przyjął tam święcenia kapłańskie.
Po święceniach pracował jako ceniony katecheta i dyrektor sierocińca w Przemyślu. Po dwóch latach trafił do Wilna. Następnie został dyrektorem dużego dzieła salezjańskiego w Jaciążku. A w 1936 r. objął stanowisko przełożonego małego seminarium i proboszcza w Lądzie nad Wartą.
W tym czasie pełnił również obowiązki kapelana wojskowego. Jego życie kapłańskie to lata posługi jako katecheta i proboszcz. Człowiek, którego bardzo ceniono za zaangażowanie duszpasterskie. Tam gdzie był starał się organizować życie religijne wspólnoty i troszczył się szczególnie o tych, którzy potrzebowali pomocy.
6 stycznia 1940 r. władze niemieckie zamieniły dom salezjański w Lądzie na więzienie dla kapłanów i kleryków z kilku diecezji oraz dla grupy salezjanów. Wśród więźniów znalazł się też bp Michał Kozal, obecnie błogosławiony. Gestapo mianowało wówczas ks. Franciszka przełożonym internowanych - czyli komendantem tego obozu.
To były czasy wielu niebezpieczeństw. Ks. Miśka mógł opuścić miejsce i ratować swoje życie, ale postanowił zostać przy uwięzionych, za których czuł się odpowiedzialny. Nawet, gdy Niemcy proponowali mu wyjazd, oczywiście w zamian za współpracę, nie skorzystał z tej propozycji. Jego wybór był prosty – zostać z tymi, którzy potrzebują jego obecności. Znał język niemiecki, potrafił mediować – organizował pomoc materialną i duchową. Dzięki niemu działało w Lądzie tajne seminarium duchowne. Dziś też wiemy, że nie zawahał się, ani na sekundę, gdy poproszono go o udzielenie sakramentu chrztu św. synowi żołnierza wermachtu - za co wówczas groziła kara śmieci.
W wyniku represji władz niemieckich wielu księży z Lądu zostało deportowanych do innych obozów. 6 października 1941 r. ks. Franciszek z Lądu został przewieziony do obozu przejściowego w Konstantynowie, a 30 października znalazł się w obozie w Dachau. Tam był zmuszany do ciężkiej pracy i doznawał ogromnej przemocy. Podczas przenoszenia ciężkich kotłów z jedzeniem, nieszczęśliwie złamał rękę. Mimo urazu i pogarszającego się stanu zdrowia nadal pełnił posługę kapłańską - organizując życie duchowe więźniów. Zmarł 30 maja 1942 r. w baraku szpitalnym obozu.
To co uderza w tej historii to ogromna troska o bliźniego. Ks. Franciszek pomagał klerykom w ucieczce z więzienia dla duchownych w Lądzie, wspierał tych którzy ukrywali się przed gestapo, organizował pomoc materialną, a przede wszystkim nie przestawał pełnić posługi duszpasterskiej – mimo zakazów i gróźb. Jego postawa pokazuje, że ożywiona wiara to odpowiedzialność za drugiego człowieka, za wspólnotę.
5 niezwykłych faktów z życia ks. Franciszka Miśki:
1. Niemcy mianowali go „komendantem” obozu internowania w Lądzie - on stał się opiekunem uwięzionych kapłanów
2. Mógł uciec, lecz świadomie zostaje z więźniami,
3. Dzięki niemu działało tajne seminarium w sercu obozu.
4. Ochrzcił syna żołnierza Wehrmachtu.
5. Pracował do końca pomimo złamanej ręki i wycieńczeniu.
To świadectwo pasterza, który nie uciekł, gdy nadciągnęły wilki. To historia o tym, że nawet w nieludzkim systemie można ocalić człowieczeństwo swoje i innych.
Panie Jezu Chryste, Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Franciszku, wiernym swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski o którą teraz przez jego wstawiennictwo ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.