III Niedziela Wielkiego Postu
Ks. Karol Golda
Urodził się w 23 grudnia 1914 r. w Tychach.
Mając 13 lat zetknął się z wychowankami szkoły salezjańskiej z Oświęcimia. Ich opowiadania o wspólnym życiu w internacie i w szkole urzekły go. Postanowił więc, za wszelką cenę, dostać się do tej szkoły. Salezjanie jednak odrzucali jego prośby. W końcu osobiście udał się do księdza Dyrektora szkoły i ostatecznie został przyjęty. Będąc uczniem szkoły salezjańskiej w Oświęcimiu odznaczał się budującą pobożnością. Często przystępował do Komunii świętej, z przyjemnością też adorował Najświętszy Sakrament i często powtarzał: Ja muszę zdążać w górę, do Nieba. Mając zaledwie 16 lat, został przyjęty do nowicjatu salezjańskiego w Czerwińsku. Jeden z jego kolegów, z tego czasu, napisał o nim tak: Mimo swego młodziutkiego wieku dowiódł, iż sprawę kształtowania swego ducha pojmował zupełnie na serio. W 1932 r. ukończył nowicjat i złożył pierwsze śluby zakonne. Dalsze lata formacji to nauka w gimnazjum i studia filozofii. W stosunku do kolegów był nadzwyczaj uczynnym: pomagał słabszym, nie tylko w nauce, ale i w innych zajęciach. W tym czasie otrzymał od przełożonych bardzo pochlebne i piękne świadectwo: Kleryk Karol Golda – odznacza się dobrym duchem, bardzo uzdolniony, lubi matematykę i filozofię, gotów jest do każdej pomocy i każdej pracy.
Po rocznej praktyce w Daszawie (dziś Ukraina) podjął studia teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął18 grudnia 1938 roku w Rzymie. Po święceniach pracował w Poznaniu i Lądzie. W tym czasie pragnie wyjechać do Rzymu na dalsze studia biblijne, jednakże nie otrzymał na to, pozwolenia od władz niemieckich. Wtedy to przełożeni mianowali go kierownikiem studiów dla grupy kleryków w Oświęcimiu. Tam formował młodych salezjanów i uczył teologii - mając realny wpływ na przyszłe pokolenie kapłanów. Znał 4 języki obce, które pomagały mu w otwieraniu serc wielu ludzi.
W 1940 r. był mocno zaangażowany w pomoc, w przygotowywaniu paczek dla więźniów obozu w Oświęcimiu. To są drobne gesty, które mówią o jego wielkiej wrażliwości na cierpienia.
Ks. Karol sporo czasu spędza w konfesjonale. Możemy wyobrazić sobie ten czas narastającego napięcia w obliczu wojny, kiedy przychodzą do spowiedzi różni ludzie: robotnicy, rolnicy, mieszkańcy miasta, ale i mundurowi różnych formacji. On nie pyta ich o pochodzenie, nie kalkuluje ryzyka. To właśnie ta postawa: posługa tajemnicy, posługa przebaczenia stała się powodem podejrzeń i w końcu oskarżeń.
Współbracia salezjanie, pracujący wówczas w Oświęcimiu, wspominają, że trzy dni przed aresztowaniem widziano go rozmawiającego z żołnierzami gestapo, którzy wcześniej przystąpili do sakramentu pokuty. Jednym z nich był młody żołnierz pochodzący z Bawarii. Przed rozpoczęciem II wojny światowej chciał zostać kapłanem i wybierał się do seminarium. Jego ojciec nie mógł pogodzić się z tą myślą i doniósł na syna do władz. Powołano go do wojska i tak znalazł się w Oświęcimiu. To właśnie te spotkania, ta posługa duszpasterska wzbudziły podejrzenia dowódców niemieckich.
31 grudnia 1941 r. został aresztowany w szkole salezjańskiej w Oświęcimiu. Najpierw przywieziono go do więzienia w Katowicach, a następnie trafił do obozu Auschwitz, gdzie był przesłuchiwany i torturowany. Z listu pogrzebowego wiemy, że nie oszczędzano mu męki. Przydzielono go do bloku więźniów politycznych. W pierwszych dniach maja 1942 r. przewieziono go do Wrocławia na sąd, gdzie usłyszał absurdalne oskarżenie: zhańbienie munduru niemieckiego podczas spowiedzi. Został rozstrzelany 14 maja 1942 r. w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego. To koniec jego ziemskiej drogi, ale nie koniec świadectwa.
Świadkowie powtarzali: aresztowano go, bo nie chciał zdradzić tajemnicy spowiedzi. Wielu mówiło, że jego śmierć była konsekwencją nienawiści do wiary.
Z wiadomości, którą wysłał do salezjanów przed egzekucją dziękował na wszystko i prosił jedynie o przebaczenie, gdyby komuś sprawił jakąś przykrość. To słowa człowieka, który do końca pozostał księdzem: pokornym, wiernym, gotowym przyjąć konsekwencje swojej posługi. Jego postawa pokazuje czym jest ożywiona wiara – nie jakąś teorią – lecz praktyką prawdziwego miłosierdzia. Nawet wtedy, gdy cena jest najwyższa.
Ks. Karol nie szukał męczeństwa. Pozostał wierny sakramentowi, wierny tajemnicy, wierny człowiekowi. To jest przykład wiary, która staje się ciałem, obecnością – która chroni, przyjmuje i przebacza.
Pomyślcie o tym: ile razy z naszym życiu stoimy przed wyborem: powiedzieć czy zachować, odejść czy zostać, zignorować czy wysłuchać?
Ks. Karol uczy nas przyjmowań każdego człowiek i szanować jego godność.
5 niezwykłych faktów z życia ks. Karola Goldy
1. Został kapłanem mając 27 lat, a już 3,5 roku później oddał życie za wiarę.
2. Znał cztery języki obce - był wówczas jednym z najlepiej wykształconych młodych salezjanów.
3. Uczył teologii i formował kleryków w seminarium
4. Zginął, ponieważ nie zdradził tajemnicy spowiedzi
5. W ostatniej wiadomości prosił jedynie o przebaczenie.
To nie jest zwykła biografia. To świadectwo kapłana, który w świecie pełnym strachu wybrał wierność. To historia, która wciąż ma moc poruszać.
Panie Jezu Chryste, Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Karolu, wiernym swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski o którą teraz przez jego wstawiennictwo ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.