| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate


II Niedziela Wielkiego Postu

Ks. Włodzimierz Szembek

Przyszedł na świat 22 kwietnia 1883 roku w podkrakowskiej miejscowości Poręba Żegoty, jako syn hrabiego Zygmunta i Klementyny, z Dzieduszyckich. Jego dziadkiem był Włodzimierz Dzieduszycki marszałek Sejmu Krajowego Galicji.

Wychowany i wykształcony w duchu katolickim przez pobożną matkę. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim agronomię. Znawca muzyki i poliglotą – znał 10 języków.

W wieku 24 lat został plenipotentem i administratorem matczynej posiadłości sięgającej 3.000 hektarów w Węgierce, Pruchniku i Kramarzówce koło Jarosławia na Podkarpaciu.

Wybrał jednak życie wśród ludzi biednych i prostych. Jeździł trzecią klasą, w swoim majątku przesiadywał ze służbą, nie tworzył dystansu między ludźmi.

Najwierniej jego duchowy portret nakreślił ks. Proboszcz z Pruchnika, gdzie mieszkał przed wstąpieniem do salezjanów: „Włodzimierz Szembek przeżył w tutejszej parafii 20 lat. Przez cały ten czas był dla ludzi hojnym, a dla siebie surowym. Nikt od niego nie odszedł bez wsparcia; prowadził życie bardzo skromne. Wspierał zgromadzenia zakonne, przytułki dla sierot, zakłady wychowawcze. Nigdy nie dawał nikomu zgorszenia – budował wszystkich cierpliwością i uprzejmością, a nade wszystko życiem religijnym. Modlił się na brewiarzu i przystępował często do sakramentów świętych. Otaczano go szacunkiem, a nawet uważano za świętego”.

Przez wiele lat jego życie toczyło się w świece ludzi zamożnych, a wręcz opływających w bogactwa. Dopiero w wieku dojrzałym, mając 40 lat wstąpił do zgromadzenia salezjańskiego. Ta decyzja pokazuje, że powołanie Boga nie zna wieku. W 1927 r. przyjechał do salezjanów do Oświęcimia, aby rozeznać swoją drogę i swoje powołanie. Upewniony, że jest to jego życiowa droga, rozpoczął nowicjat w Czerwińsku n. Wisłą, który uwieńczył złożoną profesją.

Po złożeniu ślubów odbył asystencję w Aleksandrowie Kujawskim, następnie studiował teologie w salezjańskim seminarium w Oświęcimiu i Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w Krakowi z rąk swojego krewnego Księcia Arcybiskupa Adama Stefana Sapiehy 3 czerwca 1934 roku

Pracował jako sekretarz inspektorialny, następnie był ekonomem w Kopcu koło Częstochowy, a następnie w Krakowie w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego. Wybuch II wojny światowej zastał go w Skawie koło Rabki.

9 lipca 1942 roku do domu salezjańskiego w Skawie wkroczyło gestapo. Chciano aresztować przełożonego wspólnoty, 72-letniego ks. Walentego Kozaka, który miał być zabrany jako zakładnik w miejsce zbiegłego wychowanka. Ks. Włodzimierz zgłosił się, by pójść zamiast niego.

Scena przypominająca znaną historie o. Maksymiliana M. Kolbego. Jednak tym razem skończyło się inaczej, zabrano obydwu salezjanów. Szczęśliwie ks. Walentego wypuszczono po dwóch tygodniach.

Natomiast Ks. Włodzimierz trafił do więzienia w Nowym Targu, a następnie do Zakopanego, gdzie był brutalnie torturowany: bity, przetrzymywany w zimnej, wilgotnej celi bez siennika i koca. Współwięzień z tego okresu twierdził, że ks. Włodzimierz wracał z przesłuchań pogodny, bez smutku i strachu, bez złości do wrogów, a co więcej – kazał modlić się za oprawców - bo tak postępował Chrystus.

Następnie z Zakopanego – z wyłamanymi stawami barkowymi, popękanymi żebrami i gangreną nogi – przewieziono go do Tarnowa, a później do Auschwitz. W tym obozie przeznaczony został do ciężkiej pracy przy ciągnięciu walca ugniatającego plac obozowy.

Wycieńczony zmarł 18 września 1942 roku.

W momencie aresztowania jego spokój był znamienny. Nie szukał konfliktu, ale też nie uciekał od odpowiedzialności. Nawet w więzieniu i obozie odważnie pełnił posługę kapłańską: modlił się i ofiarował swoje cierpienia za zbawienie dusz. To człowiek, który przyjął powołanie całym sercem.

Główny zarzut względem ks. Włodzimierza brzmiał: oszukiwanie ludzi przez głoszenie kazań. Zarzut absurdalny, wynikający z wielkiej niechęci do jego kapłaństwa. Teksty procesowe i świadectwa wskazują, że motywem aresztowania była nienawiść do wiary. Ks. Włodzimierz uczy nas, że powołanie nie jest jednorazowym aktem, lecz drogą, która może zacząć się w różnym momentach życia. Jego dojrzały wybór i codzienna służba pokazują, że wiara ożywiona to nie tylko entuzjazm młodości, ale też dojrzała odpowiedzialność: troska o wspólnotę, umiejętność służenia tam, gdzie jestem i gotowość do ofiary.

Pomyślcie o tym. Ile razy odkładamy decyzję, bo to już nie ten wiek, nie te lata - to nie dla mnie. Ks. Włodzimierz mówi nam: nigdy nie jest za późno, by odpowiedzieć na wezwanie Pana Boga.

I jeszcze jedno. Jego życie przypomina, że dojrzała wierność często wymaga ciszy, pracy u podstaw i gotowości do poświęcenia.

5 niezwykłych faktów z życia ks. Włodzimierza Szembeka:
1. Pochodził ze znakomitego rodu i zarządzał wielkim majątkiem, lecz wybrał ubóstwo i życie zakonne.
2. Dobrowolnie zgłosił się jako zakładnik za swojego przełożonego.
3. W więzieniu zachowywał pogodę ducha i uczył modlitwy za oprawców.
4. W Auschwitz wykonywał wyniszczającą pracę przy walcu drogowym.
5. Oddał życie w duchu ofiary i przebaczenia.

To nie jest zwykła biografia. To świadectwo człowieka, który mając wszystko, wybrał służbę, a w obliczu nienawiści wybrał miłość.

Panie Jezu Chryste, Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoich sługach ks. Włodzimierzu Szembeku i Towarzyszach wiernych swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tych heroicznych świadków i udzielił nam łaski, o którą przez ich wstawiennictwo ufnie Cię prosimy. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.