
W czerwcu 2025 roku otrzymałam diagnozę: dwa guzy w głowie. Kiedy lekarze kazali mi się żegnać z rodziną, powiedziałam stanowcze „Nie! Ja chcę żyć", a do Pana Jezusa: „Obiecuję Ci, będę robiła wszystko, co zechcesz. Jeśli chcesz, abym żyła – to ja też tego pragnę. Jeśli Twoją wolą jest, abym umarła – to również jest moja wola. Ja Ci ufam" – wspomina w swoim świadectwie Peruwianka Virginia de Graf.
Virginia de Graf to drobna, delikatna i niezwykle radosna kobieta. W jej oczach odbija się ogromna serdeczność, niezwykła radość, a także czułość i ogrom dobra. Tym wszystkim obdarza całkowicie bezinteresownie każdą napotkaną osobę. Nikt, kto spotkałby Virginię nie uwierzyłby, że ta kobieta zaledwie kilkanaście miesięcy wcześniej przeżyła prawdziwy dramat i dziś żyje, aby nieść światu orędzie Bożej Miłości.
Jak rodziła się ta wielka miłość Pani do Jezusa Miłosiernego?
– Urodziłam się w stolicy Peru - Limie. Jako dziecko dorastałam w małej miejscowości Chachapoyas, która leży w dżungli. Moja babcia i cała jej rodzina pochodzili od Inków, zaś dziadek przybył do Peru z Hiszpanii. Przywiózł z sobą mocną wiarę i miłość do Pana Boga. Dzięki niemu babcia poznała Pana Boga. Zakochała się nie tylko w moim dziadku, ale też w Panu Bogu. Wcześniej, jak na Inków przystało, babcia, jej rodzina i sąsiedzi wierzyli w swoje bóstwa. Wszystko przemienił Pan Bóg. Babcia była kobietą wielkiej wiary i ufności w Jego działanie. Poprzez jej świadectwo życia, niezłomnej wiary, ukazywała Bożą miłość współmieszkańcom wioski. Mówiła im o chrześcijaństwie i dzięki niej mieszkańcy wioski przekonali się do wiary w Pana Boga, porzucając stare wierzenia. Postawa dziadków sprawiła, że i ja w życiu szłam drogą Chrystusa. Wiary i miłości do Pana Boga też nauczyła mnie babcia. Dzisiaj sama rozdaję obrazki czy różańce i mówię o Bogu. Chcę, aby prawda o Nim docierała do zatwardziałych serc. Mam taką potrzebę serca, aby szerzyć miłość do Pana Jezusa i Matki Bożej na całym świecie, niejako kontynuować dzieło rozpoczęte przez dziadków. Moja mama zmarła bardzo wcześnie, dlatego przez kilkanaście lat przebywałam w klasztorze u sióstr. Tam również doświadczyłam wielkiej miłości Pana Boga. Nauczyłam się też ogromnego zaufania Jemu. Podczas Eucharystii mogłam przy tabernakulum mówić: „Panie Jezu, kocham Cię", „Jezu, jesteś dla mnie wszystkim do końca mojego życia". I od dziecka doświadczam tej miłosiernej miłości każdego dnia.
Jak dzisiaj przeżywana jest wiara w Peru? Głoszone jest orędzie o Bożym Miłosierdziu?
– Katolicyzm jest główną religią w Peru, ale przykro mi, że wciąż za mało mówi się tam o Bożym Miłosierdziu. Mam ogromne pragnienie w sercu, aby o tej miłości dowiedzieli się wszyscy, bo ta prawda przemienia serce, życie. W Łagiewnikach spotkałam kapłana, który współpracuje z dwoma klasztorami w Peru. Poprzez te miejsca chcę razem z nim nieść orędzie Bożego Miłosierdzia do Peru. Moim marzeniem jest, aby Peruwiańczycy bardziej znali Apostołów Bożego Miłosierdzia: św. Faustynę Kowalską i św. Jana Pawła II oraz głoszone przez nich orędzie Bożego Miłosierdzia.
Czym więc dla Pani jest Boże Miłosierdzie?
– Miłosierdzie to taka miłość, której po ludzku nie pojmiemy i żaden człowiek nie jest w stanie nam jej ofiarować. Serce Pana Jezusa Miłosiernego jest otwarte zawsze i dla wszystkich ludzi, nawet dla tych, którzy nie znają Bożego Miłosierdzia. On czeka na każdego i każdemu chce dać tę miłość. Ci, którzy już poznali tę miłość mają obowiązek ukazać ją w każdym swoim działaniu, w każdej chwili swojego życia. Z jednej strony otrzymujemy bezwarunkową miłość, ale z drugiej nie możemy jej zachować tylko dla siebie. Mamy ją nieść do ludzi. Czasem do tych najtrudniejszych. Miłość Pana Jezusa Miłosiernego otrzymuję również w miłości, serdeczności dobru od innych ludzi.
Był w Pani życiu moment, w którym w sposób szczególny doświadczyła Pani Bożego Miłosierdzia?
– Oj tak i to całkiem niedawno, bo dokładnie 5 czerwca 2025 roku. Tamtego dnia otrzymałam druzgocącą diagnozę – dwa guzy w głowie. Jeden zlokalizowany był na środku czoła, a drugi w mózgu. Ta wiadomość była szokująca. Nie mogłam oddychać, bardzo źle się czułam. Ból był straszny. To cierpienie spowodowało, że pojawiło się we mnie tylko jedno pragnienie – chciałam umrzeć. Kiedy szykowano mnie do operacji lekarz powiedział wprost: „Pani Graf, albo przeżyje pani operację, albo nie. Proszę się pożegnać z rodziną" i wtedy coś we mnie pękło. Powiedziałam stanowczo „Nie! ja chcę żyć". Poczułam pewność, że Pan Jezus jest „Drogą, Prawdą i Życiem", że skoro jestem Jego uczniem, to „mam wziąć swój krzyż i Go naśladować". Powiedziałam Panu Jezusowi: „Obiecuję Ci, będę robiła wszystko co zechcesz. Jeśli chcesz, abym żyła – to ja też tego pragnę. Jeśli Twoją wolą jest, abym umarła – to również jest moja wola ja Ci ufam". W moim sercu poczułam taki niewyobrażalny spokój, ukojenie. W tamtym momencie całkowicie oddałam swoje życie Chrystusowi i Mu zaufałam. To było w czerwcu 2025 roku. Dziś cieszę się, że mogę tu w Łagiewnikach dziękować za każdy dzień. Przyjechałam wraz z mężem. Cieszę się, że rozmawiamy z sobą i mogę podzielić się tym świadectwem. Gdyby nie otrzymane Boże Miłosierdzie nigdy byśmy się nie spotkały.
Jak to trudne doświadczenie zmieniło Pani życie?
– Od tamtej pory codziennie uczestniczę we Mszy św., adoracji Najświętszego Sakramentu i codziennie mówię „Jezu, ufam Tobie". Proszę Pana Boga, abym do końca życia wytrwała w mojej obietnicy, abym nigdy nie zwątpiła i mogła głosić o Jego przeogromnej miłości. Dziś wiem, jeśli naprawdę uwierzymy, zaufamy, otworzymy swoje serce i z wiarą powiemy „niech się dzieje wola Twoja, nie moja", to Pan Bóg będzie czynił w naszym życiu cuda. Mimo cierpienia, choroby jestem Panu Bogu wdzięczna za te doświadczenia, bo poprzez nie mogłam zbliżyć się do Jego krzyża i co więcej doświadczyłam Jego miłosierdzia. Dlatego mam pragnienie szerzyć w Peru orędzie przekazane przez św. Faustynę Kowalską.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj »